8.8 C
Szklarska Poręba
środa, 22 września, 2021

Niepodległa, tylko jaka?

W naszej pamięci zbiorowej widzimy siebie przez kalki polityczne. Dlatego stosujemy cenzurę. Nawet, jeśli o tym wiemy, to chętnie zasłaniamy się naszą martyrologią, poszkodowaniem, uwarunkowaniami geopolitycznymi, wystawieniem przez innych do wiatru, a w końcu przyparci do muru prawdy, stwierdzeniem, że inni nie byli lepsi, a byli nawet gorsi. Pytanie co z tego i jak ma się to do naszej wiedzy o nas samych? Bez odpowiedzi na fundamentalne pytania, kim jesteśmy, co robili nasi przodkowie, jak żyli i myśleli o sobie i o innych poruszamy się w świecie propagandowych plakatów i właściwie niewiele o sobie, jako narodzie wiemy. Niektórym to pasuje, ale nie załatwia problemu, że z naszej szafy, w której myślimy, że leżą poskładane sztandary chwały, śmierdzi trupem.

Mam dzieci w trzeciej klasie podstawówki. W zadaniu nr 1 na str. 4 w ćwiczeniach “Elementarz odkrywców – edukacja polonistyczna, przyrodnicza, społeczna” pada pytanie: “W jaki sposób w 1918 roku Polacy okazywali swoją radość z odzyskania przez Polskę niepodległości?”. Źródłem dla odpowiedzi jest fragment “Ilustrowanego Gońca Warszawskiego” z 11 listopada 1918 roku. “Goniec” jest ilustrowany oczywiście zdjęciem Józefa Piłsudskiego z tekstem o radości towarzyszącej wywieszaniu biało-czerwonych flag, rozbrajaniu niemieckich żołnierzy i zrywaniu niepolskich tablic z budynków różnych instytucji. Radość była, choć nie obejmowała wszystkich obywateli rodzącego się do życia państwa. Ta radość z podręcznika, to tylko drobny wycinek z tamtych czasów.

Pytanie w ćwiczeniach daje duże możliwości edukacyjne, pod warunkiem, że celem jest dążenie do prawdy, a nie kształcenie kolejnych pokoleń Polaków myślących na skróty i bijących samym sobie brawo. Gdy czytałem pytanie z ćwiczeń, dodałem do niego miejsce. Miejsce szczególne, zajmujące w świadomości Polaków znaczącą pozycję. Choćby przez obraz Wojciecha Kossaka z 1926 roku.

Obraz Wojciecha Kossaka “”Orlęta – obrona cmentarza” z 1926 (źr. Wikipedia Commons)

Moje pytanie w ćwiczeniach brzmi: “W jaki sposób w 1918 roku Polacy we Lwowie okazywali swoją radość z odzyskania przez Polskę niepodległości?” Szczęśliwie dla nauki polskiej, pomimo zakusów ze strony prostaków humanistyki są prowadzone rzetelne badania i powstają wartościowe opracowania z zakresu historii politycznej i społecznej Polski i Polaków. Wystarczy wskazać książkę Grzegorza Gaudena pt. “Lwów – kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918”. Autor przybliża i omawia wielostronnie wydarzenia, jakie miały miejsce we Lwowie w dniach 22-23 listopada 1918 roku, zaraz po odbiciu miasta z rąk ukraińskich przez korpus ekspedycyjny, który wyruszył z Krakowa. Przez dwa dni polscy żołnierze wraz z polskimi lwowiakami zamordowali przynajmniej ponad 70 Żydów: dzieci, kobiety, starców i mężczyzn. Spalili kilkadziesiąt budynków mieszkalnych i używanych przez żydowską wspólnotę religijną. Palili święte księgi w synagogach, rabowali sklepy i prywatne mieszkania. Gwałcili kobiety, mordując je po odbytym gwałcie. Obcinali im palce z pierścionkami i obrywali uszy z kolczykami. Starcom i inwalidom kazali wykonywać ćwiczenia gimnastyczne na ulicach miasta. Chodzili wystrojeni w żydowskie stroje rytualne i zwoje świętych ksiąg. Choć i tacy się zdarzali, to nie robili tego wyłącznie kryminaliści, hołota i “margines społeczny”, jak chcieliby moraliści spod znaku Armii Zbawienia. W relacjach zbieranych po pogromie pojawiają się strojne w kapelusze kwieciem przyozdobione damy, które wyczekiwały pod żydowskimi domami, aż im służba zniesie pakunki ze zrabowanymi Żydom rzeczami. Wieczorem 22 listopada tłumy Polaków udały się do lwowskiego Ratusza. Ale nie w proteście przeciwko szalejącym w żydowskiej dzielnicy polskim żołnierzom i cywilom, tylko po głowę wiceprezydenta Lwowa, Filipa Schleichera, Żyda. Uratował go zręcznym wybiegiem poseł socjalista Hausner, Polak. Ponieważ wydarzenia te odbiły się szerokim echem w całej Europie, następne miesiące dyplomacja polska poświęciła na tuszowanie wydarzeń, ukrywanie ich prawdziwego oblicza, czyli mówiąc krótko kłamała obwiniając o mordy na Żydach Ukraińców i… samych Żydów. Wg oficjalnego stanowiska władz polskich do wydarzeń tych doszło, gdyż Żydzi rzucili się na regularną armię z siekierami w rękach i oblewali wyzwolicieli wrzątkiem, absolutnie nie był to pogrom. Tak budowano legendę bohaterskiego Lwowa…

Polska myśl polityczna początku niepodległości była na dobre zainfekowana antysemityzmem. Jedynym krytycznym głosem popogromowym w polskiej prasie był artykuł Andrzeja Struga, socjalisty, w warszawskim “Robotniku”. Minęło sto lat po tych wydarzeniach, po drodze był Holokaust przeprowadzony przez Niemców, a Internet komentarzowy aż ugina się od antysemickich treści. Kiedyś mnie to dziwiło, obecnie już nie. Jeśli nic, albo niewiele się z tym nie robi na poziomie edukacji powszechnej, to trudno oczekiwać wywarzonych i opartych na faktach opinii i sądów. Kalki i propagandowy plakat rządzą.

W XXI wieku wróciła do polskiej polityki myśl “mocarstwowa”. Co prawda już nie domagamy się zamorskich kolonii, jak w latach 1920. i 30., ale wydaje nam się, że jesteśmy głównymi graczami w Europie Środkowej. Już nie udajemy tolerancyjnych, powołując się na króciutki moment historii Rzeczypospolitej w XVI wieku, tylko wołamy “won pedały” i słuchamy z ambon o “tęczowej zarazie” i “neomarksistowskiej rewolucji niszczącej Kościół i naród”. Już nie udajemy, że jesteśmy bohaterskim narodem, który walkę ma we krwi, tylko wznosimy pomniki zniszczonym przez wojnę Polakom, którzy nie potrafili, czy nie chcieli odnaleźć się w powojennej rzeczywistości i organizujemy biegi “Żołnierzy Wyklętych”, którzy niejedno cywilne życie mają na sumieniu.

W debacie o “odcenzurowanie” naszej historii w szkolnych podręcznikach nie chodzi też o to, żeby katować się własnymi, polskimi winami, jak twierdzą przeciwnicy tzw. “edukacji wstydu”. Bo my Polacy bardzo łatwo wpadamy w skrajności. Dlatego debata publiczna jest tak trudna w nadwiślańskim kraju. Tylko jedna uwaga – wstyd nie emocją negatywną, a jest silnie związany z systemem wyznawanych wartości, z naszą moralnością. Co jest złego w odczuwaniu wstydu na wspomnienie lwowskiego komendanta miasta w 1918 roku Czesława Mączyńskiego, który z uśmiechem na twarzy poruszał się automobilem po płonącej dzielnicy żydowskiej w listopadowe dni polskiej jutrzenki we Lwowie, wzmacniając tym sadyzm i uprzedzenia uczestników pogromu autorytetem władzy z orłem w koronie na czapce? Takim widział go Maciej Rataj, późniejszy marszałek Sejmu, którego Niemcy w 1940 roku rozstrzelali w Palmirach. I nie tylko o empatyczne odruchy chodzi w odniesieniu do naszej historii. Chodzi też o to, żebyśmy znali naszą przeszłość właśnie z myślą o przyszłości. Żebyśmy mogli wzmacniać to, co powinno budować naszą współczesną tożsamość, która ma być nastawiona na współpracę i pokojowe współistnienia, a osłabiać te cechy, które mogą prowadzić do zbrodni i wykluczenia całych zbiorowości. Takich przykładów w naszej przeszłości nie brak, tak jak nie brak brutalności i zbrodni. Od nas zależy, czy jaki uniform zechcemy ubrać.

Czy w trzeciej klasie podstawówki zbyt trudnym jest zadanie pytania dzieciom: “Czy radość z naszej wolności i swobody ma być powodem do płaczu i cierpienia dla innych, mówiących innym językiem i modlących się do innego boga?” Jeśli uznamy, że trzecia klasa to za wcześnie, to nie udawajmy zdziwienia, jak za chwilę będzie na to za późno…

*

“Szata Polski nieskalana / Przenajczystsza i świetlana / Jak niewinność trudu trudów / Jako odkup wszystkich Ludów” napisał Zygmunt Krasiński w Psalmie Miłości. To kwintesencja polskiego mesjanizmu, poświęcenia w imię wolności.

“Wyzwolenie! I wyległy tłumy na ulice miast polskich, by manifestować wolność swoją… A obok wznoszonych okrzyków na rzecz Polski, co ma być “mesjaszem ludów”, niby dysonans krwawy przeszyły powietrze dzikie, nienawiści pełne” “Przecz z Żydami! Bić Żydów!. W dzień Polski wyzwolenia, w dzień zmartwychwstania… I bito Żydów.” – pisał w październiku -przed lwowskim pogromem – polskojęzyczny, a więc skierowany do zasymilowanej kulturowo ludności żydowskiej, “Głos Żydowski”.

11 listopada 1918 roku w Kielcach Polacy zabili czterech Żydów wracających z zebrania, na którym żydowscy mieszkańcy przyjęli przez aklamację akt wyrażający ich radość z faktu odrodzenia się Polski.

Niezwykle wymowny związek wydarzeń kryje się pod tą jedną datą. Odrodziło się państwo, które nie chciało tworzyć społeczeństwa otwartego, a dążyło do dominacji jednej nacji, niezależnie od wielowiekowej tradycji. I tak sobie myślę, jest 100 lat później, a wciąż aktualnym jest stwierdzenie: nie dowiesz się tego w szkole. Jak za caratu, jak za Bismarcka, jak za Gomułki. Czy polska szkoła, 30 lat po upadku komunizmu, wciąż musi stosować cenzurę?

 

Michał Pyrek, 11 Listopada 2020

Poprzedni artykułUrocza powraca
Następny artykułGestorzy biorą sprawy w swoje ręce!
- Reklama -

2 KOMENTARZE

  1. Michał, jesteś WIELKI .. Całe lata byłam i jestem za Powstańcami z Warszawy – za ich heroizm, byłabym z nimi na pierwsze linii… Ale w tym roku przeczytałam wspomnienia mieszkańców Wawy, w tym okresie… Dramat tych, co nie walczyli, tylko żyli… Bo nie było życia już po, patrząc na historię… Nie patrz Polsko na układy, ani Anglia, ani Francja nie pomoże. Historyczne to wiemy… A tak na marginesie, czy narodowcy nie mogą być bardziej ludzcy?

  2. Pani Agnieszko, także byłem pod wrażeniem heroizmu Powstańców Warszawskich. Tę młodzież i cywilne osoby zabili Niemcy i ich najemnicy. Powstanie wywołali Panowie wbrew rozkazowi z Londynu. Czesi w Pradze również wywołali Powstanie przeciw Niemcom, a film o nim ponoć trwał dłuższej od samego Powstania. Czy kiedyś będziemy mądrzejsi przed szkodą ? Dziś widać, że niekoniecznie. Pogromy na innych nacjach były i zawsze będą podłe. A ,,kościół” niekoniecznie pamiętał, że Chrystus, jak podaje kabała był Izraelitą.

Skomentuj artykuł

Napisz swój komentarz!
Wpisz tutaj swoje imię

Ostatnie publikacje