10.3 C
Szklarska Poręba
czwartek, 21 października, 2021

Nic do ukrycia

Tematy w naszej gminie same zgłaszają się do opisania. Weźmy ostatnie rozdawanie maseczek. Biorąc pod uwagę ograniczenia w dostępności, o której wspomniał w komentarzu Pan Arek Lipin, można było zaraz na wstępie samej akcji poinformować: “Mamy mało, bo nie udało się więcej kupić. Prosimy o pobieranie maseczek jedynie te osoby, które do tej pory ich nie nabyły, zdobyły, komu “nie pykło” itp.” – niepotrzebne skreślić. Wystarczy. Tymczasem powstało zamieszanie. Radni nie powiadomieni, burmistrz został zapowiedziany na 3 godziny pod Pocztą, gdy starczyło maseczek na 15 min. Wystarczyło dla TV Dami. Pojawiły się zarzuty o lans na epidemii. Czy o to chodziło? Nie wydaje mi się.

Skąd więc ten zamęt? W mojej ocenie wynika z braku. Nie braku maseczek, ale transparentności.

Nasz burmistrz jest sportowcem. Więc wie na pewno, co to jest transparent. Transparent może mieć np. napis “Nasi gola!”, albo “Mirek leeecisz!”. Nie należy jednak mylić transparentu z transparentnością. Tę zapowiadał co prawda w programie wyborczym pt. “7 filarów”, ale program, jak to program, wyjmie się przed kolejnymi wyborami… Tymczasem stosuje w praktyce transparent z doraźnie przygotowanym napisem wywoławczym, stosownym do sytuacji.

Sytuację z rozdawnictwem maseczek komentowała osoba o nicku “the mask”. Z treści komentarzy wynika, że jest świetnie zorientowana, nawet w tym, że radny Przemek Wiater “podrzucił” maseczki do sklepu i nie był jedynym rozdającym w Szklarskiej Dolnej. Jak zdejmiemy maskę, czy nie zobaczymy oblicza Pana Roberta Koteckiego, który miał zgodnie z apelem rozdawać maseczki przy kościele na ul. Piastowskiej?

Do przepychanek słownych, z wytoczeniem kalibru art. 216 kk o znieważenie włącznie, doszło na miejskim profilu FB. Komentujący “Aron Linden” okazał się Arkadiuszem Lipinem z Referatu Promocji Miasta. Czy było to potrzebne? Uważam, że nie. Dodam, że w ogóle nie czuję fejsbukowego ognia. Z upływem lat dostrzegam tylko medium, które de facto tłumi aktywność społeczną, dając miejsce upustowi emocji. Pomimo niewątpliwej zalety, jako komunikator, nie przyczynia się do pogłębiania debaty publicznej. A ta jest konieczna, bo to ona pozwala nam wszystkim iść dalej, zrobić kolejny krok do przodu. Tylko musi się odbywać na ogólnie przyjętych i zaakceptowanych zasadach. Równo rok temu Pan burmistrz wspomniał na sesji RM o potrzebie rozpoczęcia rozmowy o przyszłości Szklarskiej Poręby. Chwalić Ozyrysa, rok nam minął i co się wydarzyło, prócz zmiany kalendarza ściennego? Podstawową zasadą debaty społecznej jest konsekwencja, jeśli mówię coś, to mówię to w konkretnym celu. Inaczej mamy do czynienia z czymś, co językoznawcy określają mianem “pustosłowia”, a w piosence określa się z reguły “rzucaniem słów na wiatr”.

Inny przykład z ostatnich dni. Radek Przybylski wysłał tekst o tegorocznej edycji budżetu obywatelskiego do GŁOSu i do Biuletynu Miejskiego “Pod Szrenicą”. Nadmienia, że o przebiegu głosowania będzie informował m. in. w GŁOSie. W Biuletynie nie ma wzmianki o naszym portalu. Śmiać się czy płakać?

Dzisiaj Pan Arek odsłonił przyłbicę i otwarcie wyraził stanowisko Miasta. I o to chodzi. Nie jako “the mask” czy “dość tych bzdur” tudzież “synchronicity”, lub Aron Linden. Wiem po sobie, że występowanie pod własnym imieniem i nazwiskiem tylko pozornie wiąże się wyłącznie z “wystawieniem na strzał”. W perspektywie daje swobodę i powoduje zrzucenie ciężaru maski. Wtedy widać też, czy ludzie się zmieniają, czy pracują nad sobą, swoimi postawami, sądami. To, że rok temu coś stawiałem na ostrzu noża, nie oznacza, że obecnie nie będę skłonny o tym dyskutować i wsłuchiwać się w argumenty drugiej strony. Tylko jest jeden szkopuł, GŁOS jest zaczepny, Pyrek stawia pytania, choć można się też było spotkać z opinią, że pisze “bzdety” (komentarz “dość tych bzdur”), a Pan Arek i Pan Robert pracują dla Magistratu. Jak to rozwiązać?

Moją propozycją jest zwinięcie transparentu i odesłanie do Izby Pamięci. Odsłońmy maski i wejdźmy na drogę transparentności. Nawet, jeśli początkowo będzie bolesna i pokaleczy nam stopy, to warto patrzeć na cel. W górach przychodzi to łatwiej.

 

 

 

 

 

2020 Michał Pyrek (vel “admin2”, vel “Konstanty Pyrez”)

 

- Reklama -

40 KOMENTARZE

  1. Szanowany Panie Michale Pyrek,
    stanowczo protestuję by określać moją dyskusję w serwisie Facebook stwierdzeniem “zacietrzewiony Aron Linden”. Nie ma Pan zwyczajnie podstaw do takiej oceny mych wypowiedzi. Ton moich komentarzy był daleki od zacietrzewienia, a przynajmniej stanu, który w języku polskim tak się określa (https://sjp.pwn.pl/doroszewski/zacietrzewic-sie;5524069.html). Spokojnie i rzeczowo argumentowałem, w przeciwieństwie do adwersarza, który określił mnie m.in. epitetami “cham” i “dziad”. W mym mniemaniu mnie obraża. Być może do tej opinii przychyli się w orzeczeniu stosowny sąd.
    Jeśli chodzi o mą tożsamość, to używany przeze mnie na Facebooku od 2014 r. pseudonim “Aron Linden” jest moim niezbywalnym prawem (tak, jak sportowców, estradowców, pisarzy, a nawet publicystów itd.). Tożsamości swej nie ukrywam. Każdy, kto korzysta z Facebooka z łatwością może ją poznać, ponieważ w mym profilu są moje zdjęcia, publikacje podpisane nazwiskiem, odwołanie do mej prywatnej strony internetowej o adresie lipin.art.pl itd.
    Jeśli ktokolwiek teraz odkrył mą tożsamość, to oczywiście nie bronię mu dziecięcej satysfakcji z tego faktu, niemniej nie jest prawdą, bym się kiedykolwiek przed czymkolwiek i kimkolwiek ukrywał.
    W rzeczonej dyskusji uczestniczyłem po godzinach pracy, jako osoba prywatna, do czego mam prawo. Moje wypowiedzi były wyłącznie moimi poglądami. Akcję obserwowałem w całości, dlatego mam o niej znaczną wiedzę. W przeciwieństwie do większości komentujących.

    • Do Arkadiusza Lipina z 19.04.2020 o 11:58
      Szanowny Panie Arku, jeśli nie było w Pańskich komentarzach gniewu, to faktycznie użycie przeze mnie określenia “zacietrzewiony” w stosunku do komentarzy FB Arona Lindena jest nieadekwatne do sytuacji. W myśl przytoczonej przez Pana definicji “zacietrzewienie” oznaczałoby “zapamiętanie się w uniesieniu”, a widać, że kontrolował Pan swe wypowiedzi, choć wymiana stawała się coraz gorętsza, także dzięki Pańskim wypowiedziom. Cóż, w takich przypadkach czasem warto odpuścić. Wiem, bo sam obrywam, i wtedy daję sobie czas na odpowiedź, żeby niepotrzebnie nie eskalować przemocy słownej, której i tak jest dosyć. Wywalę “zacietrzewiony”, bo wolę kontrolę od jej braku. Pozdrawiam.

  2. Arkadiusz Lipin – Tu adwersarz. Zwyczajnie mnie Pan chamsko napadł. Tylko mnie, chodź nie tylko ja stwierdziłam, że ,,nie pykło,,. I podtrzymuje każde słowo. Mam wszystkie screny. Uważam, że ma Pan chamski sposób bycia lub nie czyta Pan ze zrozumieniem. Nie ma Pan też wrażliwości społecznej, nie zna Pan specyfiki miasta i mieszkańców.
    Jakim cudem ktoś taki, jak Pan może promować miasto? Miasto to ludzie (żywy organizm) i nie ma możliwości promowania czegokolwiek bez znajomości tematu. Wreszcie kim trzeba być by robić promocję dla laików (jak Pan uznał skuteczną) na pandemii, maseczkach ochronnych!? To tak samo obrzydliwe jak Pana atak na mnie. Czy na prawdę w mieście nie ma ludzi znających specyfikę miasta, ludzi i wszystkiego, co ich dotyczy, którzy mogliby z pełną znajomością je promować? Ten facet do mieszkańców, którzy są tym miastem, pisze z pogardą, z kpiną tylko dlatego, że dana osoba nie popiera obecnej władzy miasta. Ja wymienię na szybko osoby, które spełniałyby te role dużo sprawniej, bo zwyczajnie mają w sobie wrażliwość społeczną – to Agata Modzelewska, Bart, Sylwia Cybulska, Przemysław Wiater – nikt jak oni nie zna miasta, ludzi i każdego kamienia, który jest w okolicy. Każda z tych osób jest skłonna do dialogu i każda z tych osób potrafi przyznać się do błędu. Wiem, bo ich znam. Mają silne charaktery, a ich wiedza daje im możliwość promowania ludzi, którzy są MIASTEM. Burmistrz nie musi się promować, wystarczy że mieszkańcy będą zaopiekowani i czuli się bezpiecznie.

  3. Niezawodna Kasia. Jak zwykle naobraza, powyzywa a i tak z siebie zrobi ofiarę;-) ale to na marginesie. Kasia pisze o Przemku Wiaterze, o Sylwii Cybulskiej. Od 2 lat są radnymi ( dla Przemka nie jest to zreszta pierwsza kadencja ). Maja instrumenty by działać i błyszczeć. Ale chyba coś nie „pyklo”. I wszystkiemu jest winien oczywiście Graf i Kotecki:-) Kasia, wróć do Szklarskiej, niech Cię radna lub burmistrzem wybiorą i działaj. Pokaz cieniasom, jak to się robi:-) you are the best:-)

  4. “Inny przykład z ostatnich dni. Radek Przybylski wysłał tekst o tegorocznej edycji budżetu obywatelskiego do GŁOSu i do Biuletynu Miejskiego “Pod Szrenicą”. Nadmienia, że o przebiegu głosowania będzie informował m. in. w GŁOSie. W Biuletynie nie ma wzmianki o naszym portalu. Śmiać się czy płakać?”

    Panie Michale zanim Pan zacznie płakać lub się smiać niech Pan zapyta Pana Radka dlaczego do biuletynu przesłał tekst bez wzmianki o waszym portalu. W teksty od radnych redakcja nie ingeruje. Nie porównujemy też publikacji w biuletynie z tym co jest publikowane na Głosie. Pana tylko proszę, żeby Pan nie zmyślał i nie przedstawiał wygodnego aczkolwiek fałszywego obrazu sytuacji. Tylko tyle. Jesli brakuje Panu informacji proszę pytać – nie zmyślać.

  5. Dziękuje Panie Pyrek że uważa mnie Pan za osobę świetnie zorientowaną. tu mógłbym odpowiedzieć, że w przeciwieństwie do Pana. Podoba mi sie Pana tok myślowy i knucie teorii spiskowej. Prawda jest prozaiczna. Zwyczajnie widziałem zarówno Pana Wiatera jak i Pana Koteckiego rozdających maseczki. I już na pierwszy rzut oka widać było, że akcja jest źle skoordynowana. Pan Wiater był przed godziną 10. Rozdał szybko co miał bo jak ktoś chętny to i 4 sztuki dostał. Resztę podrzucił do sklepu. Tłumaczenia że zrobił to z troski o pracowników handlu….:) Potem kiedy napisał, że był jedyną osobą która rozdawała maseczki, raczej zdradził swoje prawdziwe intencje udziału w tej akcji. O godzinie 10. pojawił się redaktor Kotecki, z którym zamieniłem nawet kilka słów słów odnośnie tej sytuacji, tym bardziej że były osoby które dostały maseczki wcześniej od radnego i ustawiły się w kolejce po raz drugi. I to uważam za brak koordynacji. Takie rozdawanie na wyścigi. Skoro godzina 10. była podana w miejskich ogłoszeniach to akcję radnego należy uznać za falstart, powodujący trochę chaosu. Tak mi się wydaje, i takie uwagi przekazałem Panu Koteckiemu.

    • Do The Mask z 20.04.2020 o 12:40:
      Pański komentarz nasuwa mi skojarzenia z notatką służbową. Może to przez bliskość granicy, historię przejścia granicznego, nie wiem sam…

  6. Panie Pyrek czy kiedyś przyjdzie Pan na sesję i przekaże swoje bolączki twarzą w twarz.Te uszczypliwe teksty pozostają bez echa i tylko jątrzą.
    Przyjdź Pan na komisję, sesję i wykaż się konkretami.Po czynach się poznaje LUDZI. Weź się Pan do roboty.Konkrety!

    • Do A. 22.04.2020 o 11:07:
      Na sesję to już rzadko chodzę, bo na obrady RM jest już wszystko przygotowane, więc uwagi lepiej zgłaszać na komisjach, jak Pan (chyba, tak przynajmniej z tonu wynika) wskazał. I na komisje czasem chodzę, jako przedstawiciel Stowarzyszenia “Przełom”, jako mieszkaniec, zobaczyć, posłuchać. Za chwilę puszczę parę tekstów odnośnie uwag do MPZP wyłożonych w styczniu, jakie złożyliśmy w imieniu Stowarzyszenia “Przełom”. Przedstawiliśmy też nasze uwagi do planów razem z Włodkiem Dylem na jednej z komisji gospodarczych. Tych prac trochę jest – myślę, że jak na zaangażowanie zupełnie społeczne, to niemało. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że to mało. Tylko, i tu dodam niestety, wiele zależy od odzewu. Gdy rok temu spotkałem się z z-cą burmistrza, panem Zbigniewem Misiukiem, powiedziałem że najlepiej będzie przyjąć jakiś harmonogram oraz formę współpracy (w sensie UM z ludźmi angażującymi się w to, co się dzieje w mieście), bo inaczej to sobie pogadamy i będzie, jak było. No i jest, tak było.
      Interweniuję też w różnych instytucjach w sprawie bardaku, zanieczyszczenia w gminie, co robię w zastępstwie pracowników UM. Czy to nie są konkrety? Widać nie, przynajmniej Pańskim zdaniem. Zdaję sobie sprawę, że jakbym tak stanął z kiełbasą na skwerku, albo obiecał każdemu zbawienie od trosk i życie wieczne, to by była inna śpiewka. A tak, to jątrzę bez sensu.

  7. Panie Pyrek dokładnie tak.Samo sedno.Brak konkretów.
    Zrobiliśmy,byliśmy.Co Pan konkretnie zrobił,zrobi.Sesja chyba dobrze, że jest przygotowana i przebiega w miarę sprawnie.
    Jest coś takiego jak interpelacje i zapytania-proszę się wykazać OSOBIŚCIE.Ma Pan taki potencjał i marnuje się w głosie, tutaj mała słyszalność.Sesja daję większą szansę na przekaz i odzew.
    DO ROBOTY.GADULSTWO TO DOMENA NIEROBÓW.CZYNY,CZYNY.

    • Do A. z 22.04.2020 o 20:05:
      Pozwolę sobie nie zgodzić się z Panem. Społeczność to wiele osób, a więc wiele głosów, interesów, dążeń. Nim pojawi się czyn, to według mnie, powinna odbyć się dyskusja. Oczywiście nie w każdej, ale na pewno w najważniejszych dla wspólnoty sprawach. Przerabialiśmy już „uszczęśliwianie na siłę” – czy to w imię religii czy polityki. Nic z tego nie wyszło. Proszę zauważyć, że często rzucam jakiś temat właśnie pod dyskusję. Władza otwarta sięga do takich poszczególnych głosów osób wypowiadających się, sama też wchodzi w dyskusję, zgłasza swoje racje, coś się dzieje. I o to mi głównie chodzi. Postuluje Pan większą aktywność w składaniu wniosków, interpelacji. I ma Pan rację, ale znowu poniekąd. Dlaczego nie w pełni? Otóż, lubię widzieć efekty. Prowadzę stowarzyszenie „Anasa”, piszę projekty w konkretnym celu, aby jakiś pomysł zrealizować. Np. chcieliśmy posprzątać Kamienną w listopadzie (na ten miesiąc były przyznawane pieniądze w tzw. „małym grancie”), to wnioskowałem o zakup neoprenowych spodniobutów, aby móc chodzić z chłodnej wodzie. A słyszałem jednocześnie opinie, że skoro uważam, że jest syf w rzece, to trzeba zgłosić (wtedy) do RZGW. Wolałem to zrobić we własnym zakresie. Podobnie ma się sprawa z wnioskami. Mam ich pełną głowę. Tylko jeżeli składam do gminnego Programu Ochrony Środowiska propozycje, które deklaruję sam nieodpłatnie zrealizować i przygotowujący Program te uwagi uwzględnia, a UM nic z tym nie robi, to przepraszam bardzo, co ja mam jeszcze zrobić? Pójść i prosić? W tym wszystkim nie chodzi mi też o doraźność. Chciałbym, aby w działania Magistratu na stałe wpisała się dyskusja, która przyniesie efekt w postaci konkretnych rozwiązań. Taka gminna demokracja, bo chyba jedynie na tym szczeblu jest faktycznie możliwa.
      I na koniec. Wyglądałem kiedyś przez okno pociągu na stacji Częstochowa. Na peronie stało trzech gości. Jeden spytał: „co robimy?”, na co jego kolega odpowiedział: „robimy, robimy, robimy!” Mam nadzieję, że nie tego Pan ode mnie żąda.

  8. No i sam się Pan zapętlił W swoim słowotoku.Szkoda mojego czasu.Jeżeli ktoś coś chce zrobić to nie szuka przeszkód tylko dąży do celu i to realizuje.
    Przeszkody są po to by je pokonywać a nie ciągle się tłumaczyć że się nie da.Ktoś jest winny tylko nie Pan.Gadulstwo nic nie wnoszące.Żegnam Pana.

    • Do A. z 23.04.2020 o 14:18:
      Dostrzegam u Pana słabość do sportu, zwłaszcza do pingponga. Dobrze, bo każda forma ruchu jest pożądana i korzystna dla organizmu. Natomiast podchodzi Pan do wymiany ze zbytnią nerwowością, która jest wyczuwalna w Pańskich komentarzach. Do tego przyjął Pan ton, jakby na własnych plecach przeniósł wszystkie podkłady pod torowisko kolei izerskiej. Proszę odsłonić skrywające Pańskie lico „A.”, bo może warto powołać komitet budowy pomnika za życia.
      Z tym „żegnam” też się Pan nie popisał. Po pierwsze, nie witał się Pan. Po drugie, wybrzmiało, jakby Pan był margrabią na niezliczonych włościach, a przynajmniej prezesem Dyzmą: „żegnam, precz”. Z jednym się zgodzę, że faktycznie szkoda Pańskiego czasu. Z pewnością cennego.

  9. Panie Michale, przyznam, że podczas ostaniej wizyty na stronie Głosu nie zapoznałem się z powyższym artykułem wystarcząjąco dokładnie.Ale jest to pierwszy mój wpis jaki zdecydowaliście się opublikować. Pozwoli więc Pan, że przekażę jeszcze kilka uwag tytułem wyjaśnienia. Jeżeli dysponuje Pan wiarygodnym dowodami na to, że podszywam się tu pod kogoś, lub wystepuję tu jako ktoś inny to proszę je przedstawić. Jeżeli jednak opiera sie Pan jedynie na zaufaniu w siłę i celność swoich własnych przypuszczeń to proszę o powstrzymanie sie od podobnych sugestii, bowiem są one nieprawdziwe. Odniosłem wrażenie, że próbuje Pan stworzyć tu pewną platformę do dyskusji. Jednocześnie jednak, wielokrotnie, przede wszystkim za sprawą Pana redakcyjnego kolegi dawaliście dowody braku rzetelności czy może tylko obiektywizmu. I nie chodzi tu o zaczepność Głosu, która sama w sobie ni jest niczym złym. Nie da się jednak za tą zaczepnością ukryć faktu, że tu od przekazania informacji ważniejszy jest sposób jej przekazywania, mający na celu wywoływanie wśród czytelników odczucia wyłącznie niechęci do posunięć miejskich władz. Ta chęć dyskredytowania, za wszelką cenę, burmistrza czy osób z jego otoczenia, mających inne zdanie, jest zbyt daleko posunieta. Każdy kto ma inne poglady od tych prezentowanych na Głosie , staje się z automatu klakierem czy zausznikiem władz. To zaś sprawia, że trudno tu mówić o atmosferze wzajemnego szacunku, jaka powinna towarzyszyć debacie o, której Pan wspomina.

    • Do Roberta Koteckiego z 24.04.2020 o 19:31:
      Panie Robercie, jedna z rycin Francisco Goi nosi tytuł „Gdy rozum śpi, rodzą się demony”. Można to sparafrazować, gdy „Ciemność spowija Ziemię, budzą się demony”. Przy braku pełnej otwartości, transparentności pozostają jedynie domysły, czyli lektura komentarzy pod kątem zawartych informacji, stylu itd. Przyznaję, że jest to niepotrzebne wydatkowanie energii. Dużo lepiej się rozmawia teraz z Panem, przy zupełnie podniesionej kurtynie. Mam też świadomość, że wszelkie domysły są najczęściej skazane na chybienie, choćby za sprawą milczenia lub negacji strony, która wypowiada się anonimowo, do tego powodują wzrost nieufności, a nawet podejrzliwości. Twierdzę z pełnym naciskiem, że jest to nam, niedużej gminie, zupełnie niepotrzebne. A jaką gminą jesteśmy, widać obecnie, w czasie stanu epidemii. Jesteśmy społecznością złożonej w dużej części osób w podeszłym wieku. I to jest zasadniczy problem. Jak będzie Szklarska prezentować się za 30 lat?
      To jest temat do osobnego poruszenia.
      Pisze Pan o „chęci dyskredytowania za wszelką cenę burmistrza czy osób z jego otoczenia, mających inne zdanie jest zbyt daleko posunięta” na łamach GŁOSu. Oprócz tego, że zabrzmiało to niezwykle dramatycznie, to ma wymiar pogrożenia palcem. Niewątpliwie przeważają teksty krytyczne, ale też nie brak pokazujący inne możliwości, niż te stosowane obecnie w UM. Cóż można począć, gdy odzewu brak. To nie są jakieś próżne żale, skąd, ale naprawdę tylko działając wspólnie, szczerze, nie pod publikę, możemy tworzyć nową jakość w naszym samorządzie. I proszę mi wierzyć, że to nie jest picie do obecnego burmistrza. Potrzeba zmiany w naszym samorządzie odnosi się w ogóle do tego, co się w nim do tej pory działo, za wszystkich kadencji. Im więcej i bardziej się temu przyglądam, to widzę, jak myślano o Szklarskiej Porębie w ostatnich dziesięcioleciach. Bo jakie konsekwencje owe pomysły przyniosły, to widzimy obecnie, aż nazbyt dobrze.
      Na pewno rozmowa, na pewno dyskusja, na pewno spór. Ale w ramach wzajemnego szacunku, tak jak Pan napisał.

  10. Panie Michale nie zamierzam budzić demonów. Po prostu chciałem zwrócić uwage na fakt, że nie wszystko co się ukazuje w internecie to pisze Kotecki .Więc nie zamierzam przypisywać sobie cudzych wypowiedzi. Nigdy bym sobie nie pozwolił na to aby grozić Panu palcem. Nie wystepuję tu w charakterze cenzora. “Ta chęć dyskredytowania, za wszelką cenę, burmistrza czy osób z jego otoczenia, mających inne zdanie, jest zbyt daleko posunieta…” i dlatego może zniechęcać nie tylko do dyskusji ale nawet do czytania. Tylko to miałem na myśli, bo mnie, prywatnie, taka totalna krytyka wszystkiego i za wszystko, zniechęca. Podobnie jak eksponowanie jakichś prywatnych, personalnych niechęci.

    • Do Roberta Koteckiego z 26.04.2020 o 20:07:
      “Totalna krytyka” to, jak rozumiem, jedynie hasło, coś na kształt “totalnej opozycji”. Bo w praktyce coś takiego jest niemożliwe. Krytyka w GŁOSie, nawet, jak sprawia wrażenie walenia w czambuł, nie pełni roli bębna, tylko służy poprawie niedociągnięć, mankamentów, błędów, które są związane z każdą działalnością publiczną. Myślę, że odsłanianie, czy pokazywanie faktów w różnym świetle może się przysłużyć poprawie działalności samorządu. Dużo spraw jest albo przeoczonych, albo załatwianych pobieżnie, albo pozostawianych sobie, albo niedokładnie przewidywanych. Polityka przestrzenna gminy jest tego świetnym przykładem. Plany uchwalane w przeszłości odbijają się nam obecnie czkawką. Warto zadbać, aby przeszłe decyzje, nietrafione, oparte na błędnych założeniach, nie zniknęły w mroku, tylko uczyły nas na przyszłość. Oględziny obszaru Marysina wzdłuż potoku Bednarz, którym poświęcę osobny tekst, z jednej strony przerażają, z drugiej dają do myślenia. Mam nadzieję, że to drugie weźmie górę.

  11. Do Pana Roberta Koteckiego.

    Cóż za przemiana? Cóż za koncyliacyjny ton? Tak mogłoby się wydawać.

    Ale mi bardziej to przypomina filozofię Kalego z “Pustyni i Puszczy”.
    Zapomniał Pan o swojej totalnej krytyce wszystkiego co działo się w latach 2006-2014? Zapomniał Pan o swoich tekstach? W sieci nic nie ginie. Podobieństwa wielu spraw są uderzające, zmieniło się tylko Pana podejście.

    Czy to Pan rozumie pewne sprawy inaczej? Nie sądzę. Więc co się stało?

    Mhmmm
    Mhmmm

    A już wiem. Wtedy za Pana teksty nie płaciło miasto. Niestety punkt widzenia chyba zależy od punktu siedzenia.

  12. Owszem zmieniło się moje podejście. Dziś jest to szerszy pogląd, mam nadzieję, że dojrzalszy 🙂 Jak stwierdził jeden z poprzednich burmistrzów, aby mieć pełen ogląd sytuacji trzeba być najpierw trochę w opozycji a potem dobrze by było zobaczyć z tej drugiej strony co i za co się krytykowało. Wtedy dopiero widać, że nie wszystkie sprawy sa takimi jakimi się tylko wydaja. Więc zgadzam się, że krytyka nie zawsze była w pełni trafiona. Gdyby jednak miasto odpowiadało wówczas na zapytania publiczne, zamiast wysyłać je do Wrocławia… Nigdy też nie pisałem w lekceważącym tonie o burmistrzach w stylu : “Nasz Arek” czy “Głupi Grzesiu”. Nie miałem problemu z pisaniem o cennych inicjatywach podejmowanych przez miasto. Jednak w kwestii ogólnej oceny tego okresu, moje zdanie sie nie zmienia. Trudno, żeby było inne, skoro wówczas władze wystapiły otwarcie przeciw części mieszkańców, próbując stosować rozwiązania wyłącznie siłowe. Przegrane w sądach sprawy choćby o zwrot nakładów, ich ilość,… to nie zdarzyło sie nigdy wcześniej i chyba już nigdy się nie zdarzy. Był to jednak dobitny dowód błędnej polityki. Podobnie jak trudne do opanowania zadłużanie miasta a zwłazcza jednostek samorządowych. Powtarzam jednak, że nie występuję tu w charakterze cenzora. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że w naturę mediów jest wpisany ich opozycyjny charakter. Mogę jednak tylko spróbować przestrzec przed popełnieniem tych błędów, które samemu zdarzało mi się popełnić. Bo najłatwiej jest krytykować.

  13. Panie Robercie

    Cz.1
    Określenie “Nasz Arek” czy “Nasz Mirek” nie mają pejoratywnego znaczenia. Nie spotkałem się natomiast na łamach Głosu SzP z określeniem “Głupi Mirek”. Uważam że Głos SzP ma prawo i powinien być krytyczny do poczynań miasta a Burmistrza w szczególności.
    Cieszę się niezmiernie, że pewne sprawy widzi Pan z innej perspektywy. Niestety nie wszystkie.
    Proszę spróbować się zastanowić nad napisanymi przez siebie słowami: “Podobnie jak trudne do opanowania zadłużanie miasta a zwłazcza jednostek samorządowych.” Obecny Burmistrz zarówno w poprzedniej kadencji jak i teraz wielokrotnie powtarzał, że miasto zostało przez poprzedników zadłużone a on je oddłużył. Przecież wszyscy wiemy, Pan też, że to są bzdury albo my wszyscy nie rozumiemy słowa oddłużył. Proszę porównać sobie dług miasta na koniec kadencji Burmistrzów: Wichniaka, Sokolińskiego, pierwszej kadencji Grafa i teraz.
    Żadnego oddłużenia przez Burmistrza Grafa nie było.
    Proszę zobaczyć też i porównać inwestycje zrealizowane w czasie kadencji poprzedników, porównać je z obecnymi. O inwestycjach już zrealizowanych szybko się zapomina, wydaje się, że one zawsze były.
    Proszę porównać pozyskane środki zewnętrzne, dotacje. Te kredyty były niezbędne jako wkład własny do inwestycji w miasto i jego infrastrukturę. To były najtańsze kredyty jakie były możliwe, bo jeśli otrzymuje się dotację z zewnętrznych źródeł w wysokości 50%-80% warto resztę sfinansować z kredytu. Bo dotacje są dzisiaj a nie za kilka lat.

    cdn.

  14. Panie Robercie

    Cz.2
    Napisał Pan:
    “Trudno, żeby było inne, skoro wówczas władze wystapiły otwarcie przeciw części mieszkańców, próbując stosować rozwiązania wyłącznie siłowe. Przegrane w sądach sprawy choćby o zwrot nakładów, ich ilość,… to nie zdarzyło sie nigdy wcześniej i chyba już nigdy się nie zdarzy.”

    Proponuję aby także tutaj sięgnął Pan trochę głębiej. Warto zwrócić uwagę na kilka aspektów:
    1. Decyzje o wydzierżawieniu majątku po FWP zapadły dużo wcześniej (jeszcze w XX wieku), z ekonomicznego, społecznego i wielu innych punktów widzenia były to decyzje nietrafione. Nieliczne były przypadki zarządzania tą infrastrukturą miasta w sposób prawidłowy. Stan techniczny tych budynków był opłakany i w większości bieżące działania nie wpływały na jego poprawę. Ówczesne władze bały się lub nie chciały się tą sprawą zająć.
    2. Uporządkowanie tych kwestii było obowiązkiem wobec pozostałych mieszkańców. To nie była normalna sytuacja gdy czynsz za te obiekty był niższy od czynszu za mieszkanie.
    3. W sprawie zwrotu nakładów proszę też dokładniej się przyjrzeć. Gdyby nakłady były w właściwy sposób wykorzystywane, gdyby prace były prowadzone przy akceptacji miasta to z pewnością stan techniczny tych budynków byłby lepszy. Spór sądowy był konieczny bo zaakceptowanie wnioskowanych kwot byłoby działaniem na szkodę miasta czyli pozostałych mieszkańców. W większości to nie były przegrane sprawy bo miasto w wyniku sporu sądowego płaciło mniej niż żądali wnioskodawcy.

  15. Panie Robercie

    Cz. 3
    4. W kilku sprawach już po objęciu kadencji przez obecnego Burmistrza odpuszczono i nie doprowadzono spraw do końca uznając roszczenia wnioskodawców. To była błędna polityka. Te kwoty mogłyby być niższe. Ale chyba z politycznego punktu widzenia uznano, że można zwalić winę na poprzedników.

    Obowiązkiem dziennikarza jest bycie krytycznym, “trochę w opozycji” jak Pan to nazwał, ale to powinien być punkt wyjścia. Potem powinna być obiektywna wiedza, która pokaże prawdę czytelnikom.

  16. Pan Anonim powtarza ciągle te same stwierdzenia. Nie było oddłużenia miasta 🙂 W samym TYLKO 2015 roku konieczna była spłata m.in. 320 000 zł na rzecz zadłużenia SPZOZ, 533 560 zł na rzecz zadłużenia wobec wspólnot mieszkaniowych, 720 000 zł na rzecz zwrotu nakładów orzeczonych wyrokiem sądowym, 225 000 zł na rzecz zwrotu nakładów ustalonych w ugodzie sądowej, 200 000 zł tytułem kar administracyjnych naliczonych za zwłokę w związku z wydaniem decyzji dot. inwestycji celu publicznego. Jeszcze w czerwcu 2014 MZGL miał 2,6 mln zadłużenia. Do końca 2014 roku spółka SPORT wygenerowała 4,7 mln deficytu. Przypomnę, że Miasto nie spłaciło planowanej raty kredytu przypadłej do zapłaty w roku 2014 w wysokości 999.000,00 zł. Powodem tego był braku środków w budżecie. itd itd. Wiem, nieprzekonanego, nie przekonam i tyle. Można się przecież bronić do upadłego udając, że cebula to jabłko. Odnośnie FWP to były przegrane sprawy, bowiem miasto w 100% kwestionowało wysokość nakładów uważając że byłym dzierżawcom nie należy się nawet złotówka. Pamięta Pan “Janosika” albo “Belweder Górski”??? Ile miasto kosztowała ta walka do końca w tym drugim przypadku? Sprawa oparła się o Sad Najwyższy a dzierżawca ściągał należność przy pomocy komornika. O ile wzrosły koszty takiego uporu? To mogły być niższe kwoty gdyby nie koszty odsetek, koszty procesów, koszty egzekucji komorniczej…Tak Głos, może być krytyczny, ale powinien też przekazywać obiektywna wiedzę…i choć tu sie zgadzamy.

  17. Panie Robercie
    W poprzednich kadencjach Samorządu przed “oddłużaniem” go przez obecnego burmistrza podstawowe parametry finansowe wyglądały następująco:

    Dochody ogółem
    KADENCJA 2003-2006 – 69 721 271 zł
    KADENCJA 2007-2010 – 90 240 300 zł
    KADENCJA 2011-2014 – 125 679 289 zł

    Dotacje ogółem
    KADENCJA 2003-2006 – 10 716 581 zł
    KADENCJA 2007-2010 – 16 580 107 zł
    KADENCJA 2011-2014 – 26 206 188 zł

    kredyty, pożyczki zaciągane w kadencji
    KADENCJA 2003-2006 – 3 284 244 zł
    KADENCJA 2007-2010 – 12 950 890 zł
    KADENCJA 2011-2014 – 10 512 197 zł

    W kadencji 2011-2014 zrealizowane inwestycji miejskich na ok. 35.000.000 zł. Stąd uzasadnienie pożyczek na uzupełnienie przyznanych dotacji. Pożyczki w kadencji stanowiły ok 25% inwestycji, reszta to były dotacje. najważniejsze z inwestycji zrealizowanych w tym czasie:
    – budowa hali sportowej, ogólnodostępny plac zabaw, oddział przedszkolny dla 50 przedszkolaków, wyremontowano w starej części 4 sale i korytarze oraz wymieniono większość okien w Szkole Podstawowej nr 1
    – w Szkole Podstawowej nr 5 – uruchomiono ogólnodostępny plac zabaw, dobudowano część oczekiwanymi
    toaletami, wymieniono w prawie połowie budynku okna
    – w Przedszkolu nr 2 – adaptowano mieszkanie na nowy oddział dla 25 przedszkolaków
    – w ZSOiMS wybudowano internat przy gimnazjum
    – wybudowano żłobek
    – wybudowano dwa Orliki (obok SP1 oraz na Białce)
    – wymiana bieżni tartanowej na stadionie
    – budowa 11 schronów górskich
    – odbudowany park przy Muzeum Domu braci Hauptmannów
    cdn

  18. Panie Robercie
    Cz.5
    Ciąg dalszy inwestycji z kadencji 2011-2014
    – na terenie Szklarskiej Poręby (od Dolnej po Orle) ustawionych zostało 12 drogowskazów zainspirowanych twórczością Helmuta Benny z lat 20’ ubiegłego wieku
    – odbudowa mostu na rzece Kamienna w ciągu ul. Mickiewicza
    – przebudowane zostały dwa małe mosty przy ul. Wolności i Okrzei
    – przebudowano fragment ul. Okrzei obok szkoły
    – przebudowany został parking przy targowisku
    – budowa nowego domu socjalnego przy ul.Waryńskiego
    – adaptacja dawnego budynku pensjonatowego przy ul. Obrońców Pokoju na mieszkania socjalne

    I wiele innych inwestycji zrealizowanych w mieście. Moja prośba z poprzednich komentarzy dotyczyła właśnie tego, przyjrzenia się dlaczego były brane pożyczki? Jaki był ich cel? Bez tych pożyczek nie byłoby inwestycji i nie byłoby darmowych 26.000.000 zł z dotacji.

    W takich sytuacjach warto brać pożyczkę.

    Niech Pan napisze jakie było zadłużenie miasta na koniec 2014 roku (koniec kadencji Burmistrza Sokolińskiego), jakie na koniec 2018 roku (koniec pierwszej kadencji Burmistrza Grafa) i jakie jest planowane teraz zadłużenie.

  19. Panie Robercie Kotecki !
    Przypominam Panu, że za nakłady poniesione przez dzierżawczynię b. DW ,,Belweder” uzyskała na mocy prawomocnego wyroku sądu kwotę 720 tys. zł, a Gmina zbyła tą nieruchomość za 420 tys. zł. To, przyzna Pan, że jest jeden z wielu dowodów nierozsądnego/szkodliwego gospodarowania majątkiem naszym-Mieszkańców. Przykładów można podać więcej, ale litość nad głupotą nie pozwala. Ciągle oczekuję na Pana rzetelność i proszę kolejny raz o wyjaśnienie Mieszkańcom powodów, dla których Pan burmistrz Graf (wzorem p. Sokolińskiego) podarował Firmie ,,Zdrojowa-Invest” kolejne kilka milionów zł. należnych budżetowi Gminy na podstawie zapisów aktu notarialnego o sprzedaży gruntu pod budowę apartamentowca przy ul. Osiedle Podgórze. Nieśmiało sugeruję, aby zadał Pan sobie trud -w imię rzetelności dziennikarskiej i elementarnej przyzwoitości – zapoznać się z treścią ogłoszenia o przetargu na zbycie tej nieruchomości i dokumentów obrazujących przekręt, jaki w tym przypadku miał miejsce. Stać Pan na ten trud? Ale kogo to obchodzi?
    Pozdr.

  20. Panie Andrzeju!
    Czy dobrze rozumiem to co Pan napisał?
    Dzierżawczyni Belwedera otrzymała od miasta 720 tyś złotych jako zwrot poniesionych nakładów związanych z modernizacjami dzierżawionego budynku. Miasto prawomocnym wyrokiem sądu tę kwotę zapłaciło. Następnie nieruchomość sprzedało za 420 tyś złotych. Czyli jako mieszkańcy straciliśmy na tym interesie równo 300 tyś złotych. To super biznes na tym zrobiliśmy.

    Nasuwają mi się następujące pytania, może zna Pan odpowiedzi:
    Kiedy to wszystko miało miejsce, w jakiej kadencji?
    Jeśli sprawa trafiła do sądu to miasto prawdopodobnie zakwestionowało wysokość poniesionych nakładów, czy wie Pan czy miasto także zakwestionowało orzeczenie sądu? Czy zostało złożone odwołanie od decyzji sądu?

    Nim miasto wystawiło nieruchomość do sprzedaży to musiało dokonać wyceny przez uprawnionego rzeczoznawcę. Jak to jest możliwe, że budynek w który rzekomo dzierżawca zainwestował 720 tyś złotych rzeczoznawca wycenia do I przetargu na 348,9 tyś złotych plus 119 tyś złotych działka i nie zostaje to sprzedane.
    Rzeczoznawca się pomylił?
    Rynek się pomylił? Nikt nie chciał kupić wyremontowanego domu? Budynku w który zainwestowano grube 720 tyś złotych?
    Nie sądzę.
    Jak pamiętam ten budynek gdy jeszcze działał, to nie widać było tam takiej inwestycji.

  21. Kwota za poniesione nakłady była efektem ugodowego załatwienia sprawy przez burmistrza. Kwoty wycen nieruchomości miejskich wynikają z terminu ich wykonywania. Sprzedaż większości nieruchomości miejskich odbywała się w latach, kiedy zaczynał się bum inwestycyjny i wyceny nieruchomości miejskich nie były jeszcze wtedy tak wysokie. Nie było drogich sprzedaży. Ten trend w naszym mieście się odwrócił dopiero przy sprzedaży nieruchomości przy 1Maja 7 (wyceniona na 600 000, a wylicytowana za 1 500 000). To był precedens, który spowodował wzrost wycen nieruchomości w Szklarskiej. Teraz jest do czego się porównywać, wyceny rosną.
    Ale co na to inwestorzy? Szukają jakiegoś tańszego sposobu na nabycie nieruchomości.
    I tu z pomocą przychodzi burmistrz. Zaczyna zbywać nieruchomości miejskie w formie użytkowania wieczystego. Zbywa w ten sposób nieruchomości za kawałek ich wartości.
    Dla przykładu poszedł tak już wielki teren przy ul. Uroczej.
    Niedługo zbyty zostanie w ten sposób teren parkingowy przy ul. Objazdowej.

  22. Info dla osoby szukającej odpowiedzi !
    Na odebranych dzierżawcom nieruchomościach gminni włodarze zrobili na rzecz Mieszkańców rzeczywiście fajny interes. Poniżej kilka przykładów:
    -nieruchomość ,,Husarz”, ul. Kilińskiego 18, koniec umowy 15.03.2007 r., I przetarg 26.09.2008 r. cena wywoławcza 3.990 000 zł. , po 6 przetargach sprzedany 17.09.2010 r.w drodze negocjacji za 2.100.000 zł. Spadek ceny o 1.890.000 zł.
    – ,,Zacisze” ul. Caritas 2. koniec umowy 08.02.2010 r., 1 przetarg 22.08.2011 r., przy cenie 2.850.000 zł sprzedany w 8 przetargu w dniu 27.01.2014 r. za kwotę 864.200 zł. Spadek ceny o 1.986.000 zł.
    – nieruchomość ,,Hanka” ul. Mickiewicza 17, koniec umowy 06.05.2009 r.Cena wywoławcza 1.099.000 zł. Sprzedany po 6 przetargach w dniu 17.12.2012 r. za kwotę 550.000 zł. Spadek ceny o blisko 550.000 zł.
    Łącznie na skutek genialnej decyzji włodarzy utrata wartości nieruchomości ,,poefwupowskich” przekroczyła kwotę 10 mln zł. Większość obiektów stała nieogrzewana przez kilka sezonów zimowych i ten fakt może stanowić odpowiedź o przyczynę zrobienia takiego interesu i wypłacanie udokumentowanych nakładów poniesionych przez dzierżawców. Dodać należy, że dzierżawcy bezskutecznie zwracali się o ogłaszanie przetargów w czasie trwania umów i zobowiązywali się do ich opuszczenia w przypadku przegrania przetargu i płynnego przekazania ich nowym właścicielom. Takie rozwiązanie uchroniłoby majątek Gminy przed dekapitalizacją. Wniosków nie będę formułował, ponieważ szkoda czasu.

  23. Panu anonimowego Rozsądkowi 🙂 Inwestycji wykonanych w poprzednich kadencjach nikt przecież nie kwestionuje. Kwestionować można jednak coś, co możemy nazwać brakiem ekonomicznego rozsądku. A więc jeszcze raz, tylko dla przykładu : Miasto nie spłaciło planowanej raty kredytu przypadłej do zapłaty w roku 2014 w wysokości 999.000,00 zł. Prawda? Spłatę przesunięto na rok 2015. Owszem pieniądze na spłatę kredytu były zaplanowane w budżecie na rok 2014 a pochodzić miały ze …sprzedaży nieruchomości. Finalizacja sprzedaży DW Chmielnik jednak się przedłużyła i pieniądze trafiły na konto miasta pod koniec stycznia 2015. I na co to jest dowód? Ano na to, że długi miasta spłacaliście wyprzedając miejskie nieruchomości. W 2013 roku został z kolei zaciągnięty kredyt na spłatę zobowiązań, więc nie może Pan mówić, że to były tylko wyłącznie kredyty inwestycyjne. Nie wspomnę o organizacji PŚ – również na kredyt. I czegokolwiek Pan nie napisze, to jednak nie było pieniędzy na spłatę kredytów….to nie świadczy o Rozsądnym gospodarowaniu finansami miasta.

  24. Panie Andrzeju (piszę w odp Panu Kusztalowi) o dekapitalizacji pensjonatów po FWP napisał Pan już jak przypuszczam setki komentarzy czy wpisów na różnych forach i nagle się Pan dziwi jak to było z Belwederem? Jak to sie stało że stracił na wartości? A co się stanie z domem zabitym na kilka lat dechami, który czeka aż zakończą się przedłużane bezsensownie spory sądowe? Operuje Pan przykładami Husarza, Zacisza,Hanki …a na Belwederze i tak miasto stracił najmniej. Nie, to nie jest powód do zadowolenia. Jeśli jednak wymienione przez Pana domu straciły na wartości to stracić musiał i Belweder. Dlatego uważałem i uważam że polityka rozwiązań siłowych prowadzona od 2006 wobec dzierżawców po FWP była błędna i doprowadziła do wymiernych strat majątkowych. Podobnie rzecz się chyba miała z hotelem Karkonosze, co dyskretnie Pan przemilcza. Kary umowne to kolejny temat, którego tu nie wyczerpiemy. Moim zdaniem, powinien się Pan zapoznać z wyrokiem Sądu Najwyższego z 30.07.2014 roku – wprowadzenie do umowy sprzedaży kar umownych za brak realizacji określonych inwestycji w umówionym terminie, przekracza granice swobody kontraktowej i narusza istotę umowy sprzedaży. Moim zdaniem zapis o karach był zapisem iluzorycznym, w świetle orzecznictwa sądów (SN, SA w Łodzi, SA w Szczecinie). Kara umowna, kreująca sytuację w której nabywca (właściciel nieruchomości) staje w gorszej sytuacji od użytkownika wieczystego, dotknięta jest na podstawie art. 58 KC nieważnością bezwzględną. Z czym tu walczyć?

  25. Panie Robercie
    Proszę odpowiedzieć na pytanie:
    “… jakie było zadłużenie miasta na koniec 2014 roku (koniec kadencji Burmistrza Sokolińskiego), jakie na koniec 2018 roku (koniec pierwszej kadencji Burmistrza Grafa) i jakie jest planowane teraz zadłużenie (w 2020 roku)?”

    To że pieniądze ze sprzedaży Chmielnika miały być przeznaczone na spłatę kredytu nie jest niczym złym, to był kredyt wynikający z prowadzonych inwestycji. Wydatki inwestycyjne były pokrywane z dochodów majątkowych. Proces inwestycyjny ma swój rytm, wynikający z wielu elementów: przetargów, sezonu budowlanego, konieczności rozliczenia dotacji. Zaciągnięcie kredytu, gdy ma się zdolność kredytową jest w pełni uzasadnione. Na całym świecie inwestycje są realizowane z kredytów.

    Pisze Pan o Pucharze Świata na kredyt. Niech Pan zastanowi się czy byłby możliwy taki wzrost dochodów budżetu bez Pucharu Świata:
    Dochody ogółem
    KADENCJA 2003-2006 – 69 721 271 zł
    KADENCJA 2007-2010 – 90 240 300 zł
    KADENCJA 2011-2014 – 125 679 289 zł

    Przy inflacji wynoszącej w tym czasie:
    2003 0,8%
    2004 3,5%
    2005 2,1%
    2006 1,0%
    2007 2,5%
    2008 4,2%
    2009 3,5%
    2010 2,6%
    2011 4,3%
    2012 3,7%
    2013 0,9%
    2014 0,0%

    Puchar Świata oprócz inwestycji w markę Szklarska Poręba wpłynął także na wzrost dochodów budżetowych w sposób bezpośredni i pośredni. Jestem także pewny, że Pana przełożony stanie w pierwszym szeregu z wypiętą piersią gdy będzie oddawany do użytku ośrodek na Polanie Jakuszyckiej. Nie byłoby go gdyby nie Puchar Świata.

  26. – To, że pieniądze ze sprzedaży Chmielnika miały być przeznaczone na spłatę kredytu nie jest niczym złym – to filozofia Kalego. Wyobraźmy sobie dziś taką sprzedaż majątku na pokrycie długów i Pana reakcję 🙂

    Odnośnie jeszcze Belwederu i wniosków Pana Kusztala. Dzierżawczyni Belwederu otrzymała kwotę 720 tysięcy ale….nie wiem dlaczego pomija Pan istotne fakty : Nakłady wycenione wyrokiem Sądu to była kwota 526 tys, reszta to były odsetki narosłe w wyniku przedłużania sporów sądowych. Sąd Apelacyjny stwierdził ponadto, że już w 2013 nakłady powinny być wypłacone bezspornie. Poprzednie władze miasta trwały jednak w uporze do końca swej kadencji. Trzykrotnie podważana była wycena nakładów sporządzona przez biegłych. Dziś jednak efekty takiej polityki wobec byłych dzierżawców prezentują się raczej marnie i właśnie Belweder jest tego jaskrawym przykładem

  27. Panie Robercie

    Oczywiście będę grzmiał z oburzenia jeśli miasto sprzeda nieruchomość i przeznaczy pieniądze na konsumpcję, na bieżące potrzeby, na wynagrodzenia.

    Ale wróćmy do mojego pytania:
    Panie Robercie
    Proszę odpowiedzieć na pytanie:
    “… jakie było zadłużenie miasta na koniec 2014 roku (koniec kadencji Burmistrza Sokolińskiego), jakie na koniec 2018 roku (koniec pierwszej kadencji Burmistrza Grafa) i jakie jest planowane teraz zadłużenie (w 2020 roku)?”

    Wracając do obiektów pensjonatowych to może Pan oczywiście mieć prawo do swojego zdania, podobnie jak Pan Andrzej Kusztal. Jednak zbyt mocno w ten temat byliście zaangażowani, żeby być teraz obiektywnym źródłem informacji.

    Podejmując decyzje o sprzedaży tych obiektów, trzeba pamiętać, że nieliczne z nich były w dobrym stanie technicznym, że nakłady były mocno ponaciągane. Trzeba także pamiętać, że czynsze za te obiekty zaczynały się od 1,26 zł za m2 a kończyły aż na 2,90 zł za m2.

    Warto sobie poczytać: http://www.szklarskaporeba.pl/files/biuletyn/gazeta125_internet.pdf.

    Łączna wartość czynszu miesięcznego wpływająca do budżetu miasta wynosiła z 13 obiektów 10.900 zł!!!!

    Panie Andrzeju
    Pisze Pan, że miasto utraciło na skutek błędnych decyzji 10 mln złotych, to z tego czynszu trzeba byłoby czekać blisko 1000 miesięcy aby to uzyskać. 1000 miesięcy czyli 80 lat.

    A jaką kwotę miasto uzyskało ze sprzedaży wszystkich tych obiektów?

    Nie zauważa Pan swoich błędów? Czy to nie za Pana czasów było dzierżawione?

  28. Do Rozsądek
    Jak już tak dociekliwie pan drąży temat to proszę sobie odszukać dokumentów w jakim stanie były owe budynki ,kiedy miasto się prosiło o chętnych na ich dzierżawę
    Obiektywizmu to radzę poszukać tam gdzie trzeba a nie ogrzewać stare kotlety, adwokat się znalazł
    Swoją drogą nim dzierżawy zostały wypowiedziane już po mieście kręcili się nieoficjalnie przyszli nabywcy tych nieruchomości tylko nikt z ówczesnych wlodarzy nie spodziewał się takiego finału rozkreconej przez nich samych wojny , w której polegli .

  29. I jeszcze jedno jak już tak się czepiamy szczegółów to, że z dzierżawcami rozliczał się Graf nie znaczy, że to jego wina
    To jest scheda po poprzednikach,ktorych celem było zgnojenie i okradzenie dzierzawców a tym samym narażenie gminy na straty natomiast brak zainteresowania ze strony inwestorów ,przyczynił się do drastycznie niskich cen sprzedaży .I tyle w temacie.

  30. Oj odezwała się Kobra były dzierżawca

    To nie są odgrzewane stare kotlety. To był skandal, że przez tyle lat, nikt z tym nie chciał nic zrobić.

    Miasto za 6.695 m2 powierzchni użytkowej otrzymywało miesięcznie 10.193 zł czynszu. To trwało kilkanaście lat, od początku lat 90-tych.
    15 lat x 12 miesięcy x 10.193 zł = 1.834.000 zł
    Oszałamiająca kwota dla miasta za 15 lat dzierżawy

    Ta kwota powinna być wielokrotnie wyższa, ceny rynkowe były zupełnie inne. Gdyby dzierżawcy płacili cenę rynkową to mogliby prowadzić te obiekty do końca świata.

    Miasto na tych dzierżawach straciło około 10 mln złotych.

    Pamiętajmy, że tych obiektów było zdecydowanie więcej. 6.695 m2 to były już obiekty w ostatnim etapie. Część dzierżaw skończyła się wcześniej. One też były na takich samych zasadach, z bardzo niskim czynszem.

    Pisze Kobra:
    “ktorych celem było zgnojenie i okradzenie dzierzawców a tym samym narażenie gminy na straty”

    Tolerowanie tego przez Kilkanaście lat to było okradanie miasta i wszystkich jego mieszkańców oraz narażanie gminy na straty.

    Pisze Kobra:
    “brak zainteresowania ze strony inwestorów ,przyczynił się do drastycznie niskich cen sprzedaży”
    Z 13 obiektów z ostatniego etapu, 10 zostało sprzedanych, dwa wydzierżawione na nowych zasadach, jeden został zamieniony na mieszkania komunalne. Kwota ze sprzedaży tych budynków była wielokrotnie wyższa od tego czynszu za 15 lat. Cześć inwestorów pięknie wyremontowała swoje budynki.

    I to by było na tyle

  31. Jak zwykle prawda leży po środku. Prawdą jest, że stawki dzierżaw były zaniżone do tych rynkowych. Prawdą jest też, że poprzednia władza ostro potraktowała dzierżawców, poszli na noże i skończyło się w sądach. Odszkodowania się należały, ich wysokość jest dyskusyjna.
    W Szklarskiej jest jeszcze wiele takich wieloletnich dzierżaw po zaniżonych stawkach. Po znajomości, za grosze 🙂
    W gazetce wyborczej Gospodarnych czytamy, że władza pragnie stworzyć centralną bazę umów, aby gospodarowanie mieniem gminnym było przejrzyste.
    Kiedy władza planuje taką bazę wykonać?

Skomentuj artykuł

Napisz swój komentarz!
Wpisz tutaj swoje imię

Ostatnie publikacje